zwierzeta

Koniec ery colberta: absurdalny finał the late show i kosmiczne pożegnanie

Stephen Colbert zakończył jedenastu lat i 1801 odcinków The Late Show w CBS w sposób, który można opisać jedynie słowem surrealistyczny. Nie była to decyzja podjęta z wolnej woli, ale w świecie mediów, gdzie przejęcia warte miliardy dolarów, procesy sądowe i naciski polityczne pożerają wszystko na swojej drodze, nawet Emmy-nagrodzony Colbert został po prostu wyrzucony, niczym Jedyny Pierścień do Góry Mordu.

Ostatnia noc pełna emocji i dziwnych zbiegów okoliczności

Ostatni odcinek, transmitowany 21 maja, był pełen wzruszeń, ale i dziwnych, wręcz kosmicznych wydarzeń. Colbert, z widocznymi emocjami, rozpoczął od szczerej, dwuminutowej przemowy, w której podziękował publiczności za “wzajemne emocjonalne relacje”. Pauza, którą sobie wyznaczył, sugerowała, że potrzebował chwili, by opanować emocje i nie popłynąć łzami – co w obliczu okoliczności byłoby zrozumiałe.

Monolog, mimo powagi momentu, Colbert próbował potraktować jak zwyczajny, co w dużej mierze się udało. Przerwał go jednak prawdziwy pokaz gwiazd: Bryan Cranston, Paul Rudd i Tim Meadows, którzy, rywalizując o to, kto nie zostanie ostatnim gościem programu, urządzić szaloną improwizowaną scenę z bananami.

Nagle pojawił się wirujący, zielony tunel, który, jak się okazało, nawiedzał również inne studia telewizyjne. W kolejnym, nakręconym wcześniej skeczu, Colbert i jego goście (Neil deGrasse Tyson, Jon Stewart, Elijah Wood oraz Strike Force Five - Meyers, Oliver i obaj Jimmys) lampoonowali egzystencjalny niepokój latynoskiej komedii w cieniu powrotu Trumpa.

Okazało się, że ten pochłaniający wszystko otwór to nie tylko dziura. To metafora.

Pożegnanie na miarę legendy

Pożegnanie na miarę legendy

Kulminacją wieczoru był wywiad z Paulem McCartney’m, ale i ten moment naznaczony był technicznymi usterkami i dziwnymi zjawiskami. Paul McCartney, Elvis Costello, Jon Batiste i Louis Cato połączyli siły, by wykonać mashup piosenek Costello’a “Jump Up” i The Beatles’ “Hello, Goodbye”. To był prawdziwie emocjonalny finał, podczas którego obsada programu wtargnęła na scenę, by pożegnać się z The Late Show. Colbert i McCartney, w ukryciu, wyłączyli światła w słynnym teatrze Ed Sullivan – gest, który nawiązywał do historycznych występów The Beatles w 1964 roku, które nie tylko zapoczątkowały “Beatlemanię”, ale również na zawsze zmieniły popkulturę.

Colbert, z charakterystyczną dla siebie ironią, pozwolił swojemu zespołowi wykonać motyw z Peanuts, „nielegalnie”, wiedząc, że CBS będzie musiała za to zapłacić. Choć odchodzi od sterów, nie ma obaw, że jego legenda zniknie bezpowrotnie – Colbert pracuje nad nowym filmem z serii “Władca Pierścieni”. Ale sposób, w jaki to się stało, pozostawia gorzki smak w ustach.

Jak powiedział Tolkien w skeczu o wirze: „Musimy tylko zdecydować, co zrobić z czasem, który nam został dany”. Colbert przez jedenaście lat wykorzystał każdą minutę.