Dzieci bogaczy z nowego jorku: powrót do ekranu i moje obsesje!

Przyznaję się bez bicia: wpatruję się w życie figli nowojorskiej elity z wypiekami na twarzy. To trochę wstydliwe, trochę odurzające i zupełnie nieoczekiwane, biorąc pod uwagę moje własne, młodzieńcze doświadczenia z prywatnymi szkołami.

Kiedy manhattan był więzieniem, a ohio – wybawieniem

Kiedy manhattan był więzieniem, a ohio – wybawieniem

Dorastałam na Upper West Side, otoczona luksusem, który wtedy wydawał mi się przekleństwem. Prywatne szkoły, rywalizacja, status jako waluta – to wszystko tworzyło atmosferę, w której czułam się zagubiona i niekochana. Ucieczka na studia do Ohio była jak oddech świeżego powietrza. Myślałam, że zostawię Nowy Jork za sobą na dobre, ograniczając wizyty do świąt i okazjonalnych wypadów po ukochane dania z Xi’an Famous Foods. Jakież było moje zaskoczenie, gdy, po latach, ponownie wciągnęłam się w wir dram i przepychu.

Pamiętam, jak potraktowałam swoje szkolne porażki jako efekt środowiska. Oczywiście, że nie odnosiłam sukcesów w miejscu, gdzie wartość człowieka mierzy się głębokością portfela rodziców! Teraz, w moim dojrzałym wieku, mieszkając w Los Angeles i próbując żyć normalnym życiem, nagle znowu czuję ogromną potrzebę obserwowania tych młodych, bogatych i niesamowicie zepsutych ludzi.

Nowy serial Bravo, Next Gen NYC, to dla mnie dziwny rodzaj terapii. Widzę w tych Gen-Z influencerów – modelkę Emirę D’Spain, Avę Dash, syna Brooksa Marksa, czy Gie Giudice – odbicie czegoś znajomego, choć jednocześnie zupełnie obcego. Nie są to dzieci, które wychowały się w Nowym Jorku – wielu z nich zarabiało własne pieniądze od dziecka. Ale wciąż są częścią tej samej, przerysowanej bańki, w której kiedyś się znalazłam.

Co kryje się za mgłą tajemnic wokół zaangażowania Charlie Zakkoura w jakąś szaloną sprawę z kryptowalutami? To pytanie, które dręczy mnie od kilku odcinków. Ale jeszcze bardziej fascynuje mnie to, jak bardzo przypomina mi to stary serial, NYC Prep, który oglądałam prawie dwadzieścia lat temu. Pamiętam, jak w tamtych czasach uważałam, że bogactwo, popularność i skandale to jedyna droga do szczęścia dla nowojorskiego nastolatka. Dziś widzę, że dorastanie w względnej normalności może być o wiele lepszym wyborem, niż popijanie wódki z rodziców i eksperymentowanie z substancjami, których nazw nawet nie potrafię wymówić.

Nie obchodzi mnie, co ci dzieciaki z NYC Prep robią dzisiaj. Ich życie zostało wystawione na wierzch na oczach całej Ameryki i myślę, że zasługują na odrobinę prywatności. Ale nie potrafię się powstrzymać przed pochłanianiem każdego odcinka Next Gen NYC. Być może dopiero, gdy na ekranie pojawi się serial o bogatych nowojorskich nastolatkach, którego nie będę oglądać z obsesją, zrozumiem, że naprawdę dorosłam.