Republikanie: nowy czarny sezon w kongresie?
Czy Republikanie, niczym drużyna Black Sox w skandalu baseballowym sprzed lat, knują coś niepokojącego na horyzoncie wyborów do Kongresu w 2026 roku? Sugestie pojawiają się w związku z działaniami przewodniczącego Komitetu Budżetowego Izby Reprezentantów, Jodey’a Arringtona, który zdaje się balansować na krawędzi kompromisu – a może manipulacji.

Krótkowzroczność budżetowa czy celowa sabotaż?
Według Axios, Republikanie rozważają cięcia w finansowaniu federalnej opieki zdrowotnej, aby sfinansować budżet wart 200 miliardów dolarów przeznaczony na walkę z terroryzmem w Iranie i egzekwowanie prawa imigracyjnego. Brzmi to logicznie, dopóki nie przyjrzy się bliżej szczegółom. Jak informuje The New Republic, Arrington zamierza przywrócić tzw. redukcje współudziału (cost-sharing reductions) – programy wspierające osoby o niskich dochodach w pokrywaniu wysokich odliczeń. To inicjatywa, która powstała jeszcze w czasach budżetu Trumpa.
Biuro Budżetu Kongresu (Congressional Budget Office) szacowało, że finansowanie tych redukcji kosztowałoby rząd 30 miliardów dolarów, ale jednocześnie doprowadziłoby do wzrostu kosztów składek i pozbawiłoby pomocy 300 000 osób do 2034 roku. Arrington przedstawia to jako walkę z oszustwami. Ale to nie zmienia faktu, że proponowane cięcia, nawet jeśli wciąż w fazie dyskusji, budzą sprzeciw umiarkowanych Republikanów, którzy już teraz martwią się o swoje szanse na reelekcję i utrzymanie kontroli nad Kongresem.
To, co szokuje, to pogardliwe lekceważenie opinii publicznej. Proponowanie cięć w opiece zdrowotnej, by sfinansować niepopularną wojnę, prowadzoną przez jeszcze bardziej niepopularnego prezydenta – to przepis na katastrofę polityczną. Nawet jeśli wierzymy w rzadkość występowania „umiarkowanych Republikanów”, to przecież każdy polityk posiada instynkt przetrwania. A ta strategia wydaje się być aktem samobójczym.
Można przypuszczać, że alarmy w republikkańskich głowach powinny dzwonić na pełnych obrotach. Ale patrząc na ich dotychczasowe działania, łatwo dojść do wniosku, że wszystkie sygnały ostrzegawcze zostały dawno odłączone. Czy Republikanie, pędzeni przez niejakiego „Mad Pipera” w góry, porzucili wszelkie opory i zdrowy rozsądek?